Gadają na FM-316 (Sławek będzie wiedział co to za radiotelefon) na 45
MHz.
:)
I nagle sygnal zaczyna słabnąć aż zanika wogóle.
Oba radiotelefony pozostają sprawne.
Po paru minutach sygnal zaczyna się pojawiać aby po chwili być na
normalnym
poziomie.
Obserwowałem kiedyś pewną odmianę tego zjawiska, byla mgła, wieczorem.
Wszystko, co spoza Warszawy szło, to ledwo słychać, nawet jak tuż za
granicą, co zwykle słychać było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zaś to,
co z Warszawy, to nikt nie schodził poniżej 58, nawet ci, co ich zwykle
ledwo w szumach i niewyraźnie... Potrwało cały wieczór.
...
Zauważyłem (i biegli w pismie to potwierdzają) ze zjawisko to czasem
potarfi......działać w jednym kierunku.
Np z punktu A do B jest łącznosć ale nie odwrotnie co już jest
zupelnym
kuriozum i ja nie wiem jak to wytłumaczyć.
Nie wiem, czy to nie od propagacji wielodrogowej, musialbym to usłyszeć,
obmacać. Ciekawi mnie to.
Raz widziałem tę odmianę (w Warszawie).
Mimo któtkiego czasu zjawiska (ja miałem do czynienia z
kilkominutowymi)
wykluczyłem winę swego sprzętu czy anten (niezależne systemy a efekt
ten
sam).
Poza tym charaktersytyczne jest stopniowe narastanie i opadanie
sygnału.
Mnie się zdarzylo, że sygnał spadl w kilkanaście sekund.
Np stacje leżące u podnóża Sudetów idą silnie a nadajniki o dużo
większych
mocach na Śnieżnych Kotłach już nie.
Są za wysoko. To brzmi jak herezja w stosunku do łącznosći UKF ale tak
jest
przy tropo.
No tak, wychodzą ponad inwersję i rzopa...
Zbyt wysoko umiesczona antena (w innej warstwie termicznej powietrza)
uniemożliwia łącznosć z wykorzystaniem tej rzadkiej (w porownaiu do
termokliny to bardzo częstej) odmiany propagacji fal radiowych UKF.
Przypuszczam, że pewnym antidotum mogło by być bardzo silne skupienie
wiązki, żeby po prostu przebiła się "na chama". Ale musiałbym tak na
poważnie to obmacać.
A tak pozostają tylko resztkiz ugięcia i załapania, rozproszone na
nieczystościach i niejednorodnościach, nie liczyłbym na nie.
Pewnie gdyby Sławek poszperał pamięcią to też by znalazł jakis epizod
z
termokliną.
Prawdopodobnie to było to, że Warszawę słyszałem znacznie silniej, niż
zwykle, a nawet najbliższe okolice znacznie słabiej.
Bo tropo jako radioamator wykorzystuje nie raz.
Od 2.5 roku w ogóle nie biorę radia do ręki... ale fakt, że tropo
wykorzystywałem, dwie daty, co najbardziej zapamiętałem, to 17 stycznia
1991, gdy z trzymanego włapie dipola półfalowego, mogą 1.5W rozmawiałem
z Rudą Śląską na 58, ok., OIDP 270 km. Nie było wtedy wolnego kanału
simplex, trzeba było czekać na kolejkę... Druga data, to 31 lipca 1995,
gdy mocą 5W, dookólna na balkonie, rozmawialem ze schroniskiem na
Śnieżce, odległość 407 km, na 57, a później pół godziny stabilnego 58 z
Zieloną Górą, odległość 380 km. Wieczorem.
Coby OT nie było - przez 6 lat na radioliniach poobserwowałem sobie, jak
wyglądają problemy propagacyjne i jak się objawiają. Bywało, zwłaszcza
rano, że wskutek zawirowań sygnał... rósł tak potężnie, że głupiały
urządzenia i wariowała automatyka. Jakoś nie zrywalo łączności, aaale
jej jakość była no, powiedzmy, taka sobie. Telefony działały. Było to w
dość ścisłym związku z propagacją dla krótkofalowców - im lepiej szły
mikrofale, tym gorzej dwa metry... i odwrotnie. Raz tylko chyba
zakłócenie było tak duże (ale spadek sygnału), że położyło łączność dość
wyraźnie.